YayBlogger.com
BLOGGER TEMPLATES

piątek, 24 maja 2013

sky fall

Znowu tydzień od ostatniego wpisu. Czuję,że tu tak na prawdę mogę wyrzucić z siebie wszystko co mnie męczy, trapi i boli. Ludzie zawodzą. Dają nam nadzieje, wsparcie, my obdarzamy ich zaufaniem i dopuszczamy do pewnych zakamarków w naszym sercu,a oni co? Odchodzą, często bez wyjaśnienia, często potem z wyrzutami nie rozumiejąc tego jak bardzo byli dla nas ważni. Zdarza się też,że mimo,że mamy ich obok, na wyciągnięcie ręki wydają się być niedostępni, jakby poza zasięgiem. Jestem głupia. Powinnam uczyć się na błędach, wyciągać wnioski z moich zachowań żeby już nigdy więcej nie zrobić błędów. A ja? Naiwna 16, która wierzy,że może wszystko,że się zmieniła dalej nie potrafi się kontrolować. Wydarzenia z ostatniego tygodnia załamały mnie totalnie, powiem szczerze,że byłam na skraju wyczerpania psychicznego. Wszystko było moją winą- to ja zepsułam imprezę przez głupotę, to ja jestem obiektem żartów, zażenowania, współczucia. Chciałam umrzeć, tak po prostu zniknąć, oderwać się od tego codziennego syfu, od sztucznego uśmiechu, który już coraz rzadziej pojawia się na mojej twarzy. Widzę,że jest ze mną coraz gorzej, robię się starym wrakiem człowieka, który zmęczony każdego dnia po prostu próbuje przeżyć bez większego zaangażowania w swoje życie. Monotonia i taki niepokojący zewnętrzny spokój są straszne. Czasem nie rozumiem gdzie jest źródło tego wszystkiego. Czy to kwestia moich zachowań, a może raczej mojego egoizmu i zainteresowania wyłącznie dietą i chudnięciem? Może i tak. Jestem jedynie pewna,że nie mam czasem już psychicznie siły na to wszystko. Zbytnia wrażliwość oraz ciągłe nerwy nie pomagają mi w byciu silną, pewną siebie, nie przejmującą się życiem nastolatką. Szkoda, czuję,że gdzieś w między czasie zatraciłam kawałek swojej osobowości, że tracę jeden z najpiękniejszych okresów w życiu. Może to ta współczesność i bezwzględność ludzka sprawiają,że młody człowiek nie radzi sobie z nadmiarem emocji i zdarzeń? Czasem musi być po prostu silniejszy od kogoś kto jest w jeszcze gorszym położeniu, a wtedy nakłada na siebie jeszcze cudze zmartwienia i kłopoty jakby miał za mało swoich. Znojome uczucie, prawda?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W każdym bądź razie ważyłam się w sobotę na imprezie i najpierw waga wskazywała bodajże 52 ;o. Byłam przerażona dosyć,ale z rozwinięciem zabawy jak zaczęłam wymiotować i zważyłam się jakoś w nocy dla własnego jakiegoś powiedzmy przekonania, to już było 49 tam ileś odsetek. Niby dziwne żeby stracić tylko kilo przez parę godzin,ale uwierzyłam. Wszystko super, przez ten tydzień się głodziłam. Serio, potrafiłam zjeść ok. 100 max 200 kcal. Duma niesamowita i niesamowicie wiele kłopotów. Znowu ingerencja mojej wychowawczyni i zaangażowanie mojej mamy w to było ogromnym błędem i mam teraz zapewnioną kontolrę 24/7, awesome. -.- Ale to nic dam radę. Dam radę, choćbym miała jeszcze bardziej wszystko ukrywać, więcej ćwiczyć, cokolwiek. Wiem,że mogę bo życie to walka jedna po drugiej i tak na prawdę zawsze będziemy o coś zabiegać. A jak się przkonałam dziś rano, moja dzisiejsza walka póki co osiągnęła, albo właściwie podtrzymała wagę 49.
Dobrej nocy i udanego weekendu :*
xoxo
M.

piątek, 17 maja 2013

chill

Dzisiaj nieco optymistycznie, tzn nie będę jakoś bardzo smęcić, no bynajmniej się postaram :) Witajcie! Eh, jakbym chciała częściej tu wpadać.. no nic. Powiem Wam,że zaplanowałam sobie w tamtą niedzielę,że do środy nie tknę słodyczy. Rozwiesiłam motywujące karteczki po całym pokoju i dzień za dniem stosowałam się do zaleceń. Środa minęła, a ja byłam z siebie dumna bo mi się udało! Ponadto jadłam niedużo( bilansów nie podam bo nie pamiętam) ale było to max. 300 kcal, jakoś tak- super + ćwiczenia ( zaczęłam robić 10-minutowy trening nóg z Mel B, do tego próbuję jeszcze brzucha,ale nie jest to niestety takie proste :<) no także wydaje mi się,że okej :D Poza tym chodzę na tańce, biegam ( wczoraj myślałam,że wypluję płuca i wypocę cały tłuszcz niemalże:D) no i ćwiczę, ćwiczę i jeszcze raz ćwiczę :D. Nie jem śniadań zazwyczaj, a jeśli tak to jedna Wasa (25 kcal) choć to i tak sporadycznie, a tak to codziennie Sudafed + kawusia <3. Efekty chyba trochę widać, bo moja wychowawczyni stwierdziła,że chudnę oraz ,że jestem blada no coś takiego :> Wczoraj po południu zjadłam sobie na obiad szpinak + ryż, dzisiaj zresztą też, także no pysznie, zdrowo i mało kalorycznie :D Kolacje też sobie odpuszczam i wszystko kontroluję i liczę. Najważniejsze jest chyba pokonanie głodu, tzn. jest to najtrudniejsze w pewien sposób, bo jednak wiadomo, że organizm potrzebuje jakiś składników i energii, ale jak się człowiek zaprze to jednak potrafi osiągnąć swój cel. :) Trzeba po prostu bardzo chcieć i wierzyć,że to co robimy ma sens i może się udać. Może to i głupie dla niektórych,że 2 głupie cyferki na jakimś elektrycznym pudełku decydują o dalszym stylu żywienia czy o humorze jaki nam dopisuje,ale da mnie jest to bardzo ważne i jeśli mam być szczęśliwa to będę do tego dążyć.Zrobiłam sobie pare dni ''wolnego'' od słodyczy bo jutro mam 2 imprezy i chill pełen także zapowiada się zarąbiście, ale wiadomo nie można przesadzać. Dzisiaj jeszcze pobiegam wieczorkiem i będzie super :) Znalazłam taką stronę: vitalo.pl na której są różne przepisy (niskokaloryczne) różnych dobrych rzeczy; sałatek, ciasteczek itp. także jak chcecie to w wolnej chwili możecie sobie popatrzeć i coś potworzyć. Ja już trochę próbowałam i dwie sałatki wyszły cudowne :)
oczywiście stale uzupełniam tumblra więc zapraszam
trzymajcie się chudo i udanego weekendu :*
xoxo
M.

piątek, 10 maja 2013

it's been much worse

Kolejna przerwa w pisaniu, ale już powróciłam ;) Jak Wam idzie? Doszłam do paru wniosków jeśli chodzi o mnie. Po 1-sze : U mnie jest albo beznadziejne albo w miarę. Tak, nie mówię,że u mnie dobrze, super, fajnie, zajebiście- nie. Na pewno w dużej mierze zależy to od mojego nastawienia do ludzi i otaczającej mnie rzeczywistości, prawda, ale no tak jest. Pewnie nie doceniam czasami jak jest i troszkę marudzę, ale nie potrafię dostrzec pozytywów jakoś. Wkurzają mnie wszyscy, chcę już koniec tej gimbazy bo czasem na prawdę nie mam siły tam iść. O, przepraszam znalazłam ostatnio pozytyw  w moim zachowaniu, na którym mi zależało, a mianowicie: przestałam przejmować się opinią ludzi. Dosłownie leję na to, czy im coś nie pasuje w moim wyglądzie albo zachowaniu. Wiadomo, jeśli są to słowa moich bliskich lub osób, których zdanie jest dla mnie w jakimś stopniu ważne to staram się coś zmienić i zaakceptować, ale jeżeli ktoś ocenia mnie na podstawie tego co widzi to na prawdę mnie to przestało ruszać. Zrobiłam się obojętna na jakieś spojrzenia czy obgadywanie bo nad zwyczajniej w świecie wiem, jacy potrafią być ludzie. I tak jestem podobno straszną neurotyczką ( miałam jakiś test na osobowość i psycholog mi tak powiedziała) i bardzo silnie wszystko przeżywam ( co jest prawdą) więc po co dodawać sobie zmartwień i problemów skoro mogę pominąć takie zachowanie, prawda, no. Nawiązując do mojej emocjonalnej strony, to zastanawiam się czy nie poprosić mamy o jakieś uspokajające środki/ tabletki żebym się tak bardzo nie denerwowała, bo znowu chyba wracam do cięcia.. Nie chcę tego bardzo, ale czasem wszystko bierze górę i nie potrafię się opanować. Papierosy też zaczynają pojawiać się między wierszami, a tego też nie chcę jakoś bardzo rozwijać. Wiem, że w mamie mam oparcie i nie jestem sama, poza tym ona widzi, że czasem sobie nad zwyczajniej w świecie nie radzę. I chociaż zgania wszystko na moje odżywianie to chce dla mnie jak najlepiej i pomoże mi w jakiej sytuacji bym się nie znalazła. Muszę bardziej to doceniać..
W ostatniej notce bodajże pisałam,że zaczynam się ostro brać za siebie i brać Sudafed, ogólnie no odsyłam jak chcecie zerknąć. Dlatego piękny bilansik środowy wygląda następująco:
śniadanie: parę plasterków jabłka, szkoła: wzięłam sobie termos kawy i popiłam nim 2 tabletki Sudafedu
obiad: warzywa z patelni kolacja: nic. Także no świetnie jestem przemega dumna z siebie, ale udało się to też dlatego,że cały dzień chodziłam zestresowana i płakałam chyba z 2 czy 3 razy więc możliwe,że ściśnięty żołądek też jakoś wpłynął. Ponadto tańce więc spaliłam coś tam jeszcze :)
czwartek: śniadanie: mała miseczka mleka z płatkami (ok. 100-200 kcal) obiad: byłam w Macu gdzie zjadłam ok. (800-900 kcal :( ) + w domu 3 pierogi z kapustą (ok. 200 kcal) kolacja: nic. Jak widzicie przez ten cholerny Mac dużo za dużo,ale byłam ok. 2 godz na rolkach więc jakieś 800 kcal poszło :>
<dzisiaj> piątek: śniadanie: kawa+ tabletka Sudafedu i teraz troszkę jogurtu naturalnego (ok.70 kcal) także wygląda to nie najgorzej ;) Odchudzanie tzn. niejedzenie znacznie poprawia mi humor. Jeśli bilanse są niskie, albo w miare okej to dzień nie kończy się tak źle, gorzej jak przewalę i jestem na siebie cholernie zła, a wtedy muszę to spalić. No nic , w każdym bądź razie póki co jest w miarę, mamy piątek, weekendu początek, super, wiem,że przyszły tydzień będzie max ciężki dlatego trzymajcie kciuki, żebym przetrwała.
tumblr ;3
xoxo
M.

niedziela, 5 maja 2013

sadness

Nie macie pojęcia, jak się znaienawidziłam przez to wolne. Na prawdę, z każdym dniem gdy miałam kontrolę rodziców nad tym co jem i ile jem czułam się coraz gorzej. Oni nie rozumieją, że jestem gruba,że cholernie chcę schudnąć, głodzić się itp. Nie, obiady, śniadania, kolacje wszystko. Po pewnym czasie już tego nie liczyłam. Czułąm, jak mój brzuch wręcz pęka od przejedzenia, ale nie, zjadłam za mało i trzeba,abym zjadła dwu-daniowy obiad. Codziennie jak tylko mogłam wychodziłam albo na rower albo pobiegać,ale co z tego?! i tak już pewnie ważę 3 kilo więcej, pff oby tylko tyle. Tak się cieszyłam,że odpocznę sobię od szkoły, od nauczycieli i jako tako od nauki, a tu nie ma- rodzice w domu, pełno żarcia i wieczne awantury i pretensje do mojej osoby. Psychicznie wysiadam, na prawdę dosyć mam tego wszystkiego, dosyć mam siebie i mmoich słabości. Chyba stałam się  straszną egoistką, poza tym,że mam obsesję na punkcie dążenia do ''chudośći''. Tak, ostatnio doszłam do wniosku,że to nie jest tylko takie gadanie : a chcę schudnąć, oj będę się odchudzać, tylko to jest pierwsza myśl kiedy wstaję i gdy kładę się spać- co zjadłam, ile zjadłam, jak spalić. Patrzę tylko na siebie, całymi dniami zastanawiam się jak tu oszukać rodziców, co zjeść żebym miała siłę, ale żebym za dużo nie przytyła. Mimo to, ciągle przegrywam walkę z jedzeniem. Nie potrafię zawalczyć, a przecież mam tyle motywacji.. Muszę udowodnić jednej osobie, że może i mogłaby się martwić,ale już za późno, że teraz nie ma prawa interesować się moim życie, bo mogę zrobić z nim co zechcę. Dlatego od jutra, kiedy wszyscy pójdą do pracy ( ja do szkoły) moim ''posiłkiem'' będzie Sudafed z kawą, który mam nadzieję mi pomoże i nie ma to tamto, kontunuuję SGD dopóty, dopóki mi się nie znudzi właściwie. Nie pozwolę na to,żeby jedno wolne przejęło nad e mną kontrolę, żeby zaprzepaściło to, na co pracuję od wielu tygodni. Wam dziękuję, że czytacie te wypociny, często może bez sensu, ale tak na prawdę tylko Was interesuje to , co tutaj się znajduje. Ludzie mają na prawdę wąską granicę postrzegania cudzych problemów i nie zauważają, że ktoś obok potrzebuje wsparcia, pomocy czy motywacji. Ja sama nie jestem idealna, ale wiem ile znaczy dla kogoś głupie : dasz radę, super Ci idzie. Wiem, jak to jest mieć się dla kogo starać i jak to jest podnosić się z porażek, żeby pokazać jak silna potrafię być. Dlatego z całego serca chciałam też podziękować za komentarze, które motywują mnie do jeszcze większych starań, abyśmy razem mogły osiągać swoje cele :* Mimo tego,że teraz od środy wszystko się zjebało( mówiąc kolokwialnie) wiem, że dam radę, muszę udowodnić tym wszystkim, którzy nie wierzą, a przede wszystkim sobie, że dam radę i nie mogę się teraz poddać. Mimo przeszkód, problemów i bólu nie wolno przestać dążyć do celu. Nigdy.
tumblr
Życzę Wam dużo siły i wytrwałości na ten tydzień
xoxo
M.

wtorek, 30 kwietnia 2013

something new

Witajcie. Znowu miałyśmy malutką przerwę,ale już nadrabiam zaległości. Co u mnie? Wyjątkowo odpowiem,że nie po staremu, gdyż z niewiadomych dla mnie przyczyn sporo się ostatnio zmieniło. Ja wewnętrznie też mam jakieś takie wrażenie,że coś się rozwija albo gaśnie, nie wiem. Próbuję rzeczy, o których niektórzy by mnie być może nie podejrzewali, o których nawet JA sama bym wcześniej nie pomyślała. Cóż,cel uświęca środki,a teraz jestem jeszcze bardziej pewna niektórych z moich wyborów. Musiałam sobie w końcu zdać sprawę z tego,że nie mogę siedzieć z założonymi rękami i czekać,aż wszystko czego chce samo do mnie przyjdzie- nie. W życiu na prawdę nie ma nic za darmo i bynajmniej nie mówię tu o kwestiach materialnych( dobra, w jakimś stopniu też). Przekonuję się o tym dosyć często i może stąd te zmiany. Nie można się ich bać, bo bardzo często są nieuniknione. Potrzebne lub nie, korzystne albo i szkodliwe,ale towarzyszą każdemu z nas. W każdym bądź razie zaparłam się w moim dążeniu do chudości, kupiłam sobie nawet dzisiaj Sudafed- mam nadzieję,że pomoże i opiszę Wam co tam,jak tam i czy warto :). Poza tym ostatnio jakoś weszłam na wagę i zobaczyłam piękne, kształtne 50 kg! okej z odsetkami jakimiś,ale moje szczęście i zdziwienie było ogromne. Niby zakładałam sobie,że ten blog ma mi pomóc dojść właśnie do tych 50 kg. (jak go zakładałam ważyłam chyba 53(?)),ale nie potrafiłabym tak nagle Was zostawić i sama się zmienić- co to to nie! Dalej będę gubić kilogramy, bo w tym nie mam limitu i wyznaczę sobie nowy cel. Póki co jestem dosyć z siebie dumna, Wy z siebie też bądźcie bo to w dużym stopniu dzięki Wam miałam motywację :* Zmieniałam również moje postrzeganie SGD. Jak? A no mam owszem ramy kaloryczne,ale dlaczego mam je w ten sposób przestrzegać? Wiem,że nie mogę tego przekraczać,ale gdy czasem zdarzy mi się zjeść więcej, to wtedy na drugi dzień jem duuużo mniej. Poza tym sporo ruchu i ćwiczeń:) może teraz bilansik:
*poniedziałek śniadanie: kanapki (1,5 kromki)z chlebem sitkowym + jakimś serkiem (nie pamiętam) [? kcal], obiad: sałatka z Maca [10 kcal], kostka gorzkiej czekolady [max. 60 kcal], kolacja: bułka maślana [max.300 kcal], troszkę musli [ok.200 kcal], razem: no pewnie coś koło 700 kcal. Spaliłam na tańcach i spacerze obstawiam około połowy przyswojonych, a granica na ten dzień wynosiła 400 kcal,więc wydaje mi się,że nawet za bardzo nie przekroczyłam ;)
*wtorek (dzisiejszy dzień) śniadanie: nic, obiad: warzywa z patelni max. [100 kcal], herbatniki [max.200 kcal], kostka czekolady [max.60 kcal]. i tyle na dziś, bynajmniej tyle planuję :) granica to 300 kcal, ale dzisiaj w sumie spaliłam co nieco na spacerze i wieczorkiem biegam oraz ćwiczę, także też bez problemu :)
Jak widzicie pilnuję się i to dosyć rygorystycznie bynajmniej tak mi się wydaje, próbuję nowych rzeczy bo w sumie nie ma co kurczowo trzymać się starych przyzwyczajeń. Trzeba się dopasować, trzeba coś zmienić i próbować nowości, nawet jeśli ma to być kosztem czegoś innego. Trudno, we only live once.
Dodam tylko,że ostatnio z przyjaciółką założyłam sobie tumblr'a : tututu także możecie się o mnie dowiedzieć więcej (co lubię i co we mnie gdzieś tam siedzi). Nie sugerujcie się tym,że prowadzą to dwie osoby, bo mamy podobny gust :> jeśli macie swoje to podawajcie, reblogujcie czy co się na tym robi, bo jeszcze do końca tego nie ogarnęłam :D Udanej majówki!
xoxo
M.


wtorek, 23 kwietnia 2013

what I need?

Witajcie. Ciężko mi teraz wyegzekwować troszkę czasu na napisanie notek więc stąd ta nieregularność. Poza tym za pare dni testy, dobrze,że mam chociaż drobne ułatwienie. Nie znaczy to jednak,że mogę ot tak sobie pójść i napisać na parę marnych %. Zawieść tych, którzy myślą,że jestem taka mądra i wspaniała, oh, no właśnie. Dlatego nie wiem jak ja nadrobię 30 tygodni (według mojego repetytorium) w 3 dni, życzcie mi powodzenia. Najpierw napiszę o bilansie tak w ostatnich dniach,a potem przejdę do setna tej nieklejącej się notki, więc:
W poprzednich notkach macie moją SGD, ale ciężko mi to liczyć troszkę. Tzn. bywają dni, gdy rzeczywiście trzymam się, nie przekraczam limitu, ale są też dni, gdy wykraczam sporo poza normę. Nie potrafię się kontrolować i pożeram słodycze. Co prawda potem robię wszystko żeby spalić i dobić mniej więcej do limitu ,ale co z tego? Wkurzam się, generalnie to sama sobie ją reguluję, zamieniam sobie dni,albo staram się to jakoś wypośrodkować.. nie jest o proste albo może ja nie ma na tyle samozaparcia żeby przezwyciężyć głód. Weekendu nie opiszę, ale za to poniedziałkiem mogę się trochę pochwalić.
śniadanie: nic obiad : pomarańcza, sałatka -->(dodam,że owoców i warzyw nie liczę jako kcal) 
kolacja: jabłko, ciastko owsiane (130kcal) i 5 kostek ptasiego mleczka( 225 kcal jak sprawdzałam)
Także byłam w zasadzie z siebie dumna, bo pierwszy''posiłek'' zjadłam dopiero o 14. Wiem, wieczorem zawaliłam,ale byłam na tańcach, więc późniejsze ciastko może aż tak bardzo się nie przyswoiło, a wieczorem skakanka + inne ćwiczenia więc też nieźle. Dzisiaj już wiem,że bęzie mi trudniej, bo 300 kcal, ponadto jutro piszę testy, 3MAĆ KCIUKI, i nie wiem czy z nerwów nie zacznę żreć wszystkiego,ale spalę, I promise.
~~~~~~~~
Odnosząc się do tematu notki. Ostatnio tak się zaczęłam zastanawiać, czego ja właściwie oczekuję od ludzi, od życia. Cholernie wszystkim zazdroszczę, a to figury, a to drugiej połówki, a to jakiś rzeczy materialnych. Czego ja chcę? Niby mam wszystko, mam dużo, w porównania do innych, bardziej pokrzywdzonych przez los. Ale czy to czego chcemy jest tym, czego potrzebujemy? No właśnie. Nie zawsze. Jedyne, czego jestem pewna to to, że chcę być coraz chudsza. Zdaję sobie sprawę,że nie dorównam niektórym chudzinom, anorektyczkom, albo modelkom, ale chcę widzieć u siebie zmianę. Pewnie będzie to kosztem mojego zdowia i energii ( po części już jest), ale trudno. Czas zastosować drastyczniejsze środki.
Powodzenia wszystkim na testach!
xoxo
M.

wtorek, 16 kwietnia 2013

hard

Troszkę mnie nie było,ale za dużo tego wszystkiego no. Za tydzień testy, choć ja i tak jestem w dobrej sytuacji,ale nie mogę pozwolić sobie na potknięcia,wiadomo... Poza tym nie wiem o co chodzi moim rodzicom,ostatnio na prawdę nie rozumiem tego czepiania się mnie i robienia nie wiadomo jakich kłótni. po co to wszystko? Chciałam wrócić do cięcia ostatnio. Nie wiem po co. Może żeby się ukarać, może żeby przeszło i żebym znowu jakaś taka obojętna się stała jeśli coś mi nie wychodzi lub nie mam siły? Tak, wiosna jest dla mnie z jednej strony wybawieniem a z drugiej koszmarem. Dlaczego? Bo w pierwszym przypadku mogę zacząć się ruszać, biegać, chodzić, jeździć na tym czy innym (dzisiaj postanowiłam rolki albo bieganie,nie am to tamto). Jednak w drugiej dla osoby, która tak jak ja izoluje się trochę od rzeczywistości i woli spędzać czas samemu albo bynajmniej w domu an spaniu to serio średnio to widzę. Tym bardziej,że nie cierpię gorąca.. wole nosić bluzy,swetry,a nie wszyscy będą popierdzielać w krótkich spodenkach i weź się pokaż z tymi parówami :( już niedługo </3.  Także no, może trochę jęczę,ale serio mam ochotę czasem zniknąć albo być kimś innym..
Z dieta idzie mi różnie, w sumie nawet trzymam sie mojego SGD :
ostatnio tylko gdzieś tam zawaliłam, to an następny dzień sobie obniżyłam. Najgorsze są wtorki,bo przy ruchu i w ogóle, to ciężko jednak ograniczyć,ale staram się, a jak nie wyjdzie to spalam. Problem jest jedynie z mamą,która znowu wyskoczyła z pomysłem pobrania mi krwi, więc muszę się nabrać jakiś tabletek albo czegoś, żeby uzupełniło mi minerały bla bla coś takiego.
Bilans ,,niejedzenia'' :
śniadanie:nic
obiad: -kopytka z wody nie wiem ile,podobno jeden ma 25kcal,ale w sumie jak z wody to nie wiem, a zjadłam 10.(małe były,nie wiem ile gram)
           -6 kostek gorzkiej czekolady (ok.130kcal)
także widzicie,że już przekroczyłam.... ale spokojnie, spalę dzisiaj na rolkach albo na bieganiu ok. 1/3 lub połowy + wieczorne ćwiczenia. Nie tak źle, to wszystko na dzisiaj. Trzymajcie kciuki,żebym wytrwała dalej i żebym psychicznie jakoś stała się obojętna i mniej wrażliwa na ten syf.
xoxo
M.